środa, 5 października 2016

Czym skorupka za młodu nasiąknie, czyli o oszczędzaniu słów kilka

"Mamo, chcę to", "Tato, kupisz mi?" - znacie to? Moje córki reagują tak na większość reklam. Potem wpadają do mnie do sklepu (praca w sklepie z zabawkami ma swój urok) i wybierają już dużo rozsądniej. Czemu? Bo wiedzą, że będą musiały za swoją nową zabawkę zapłacić z własnej skarbonki. 

Przyjęłam zasadę, że z domowego budżetu kupuję dziewczynkom ubrania, buty, dodatki (np. opaski, spinki do włosów), dodatki do pokoju. Zabawki, na które idzie kasa z mojego portfela, to głównie prezenty urodzinowo-świąteczne. Na co dzień pozwalam sobie na drobne nagrody, zestawy edukacyjne czy puzzle. Dziewczynki wiedzą, że tak po prostu nie namówią nas na większe zakupy zabawkowe i dzielnie odkładają pieniądze do skarbonek. 

Rozmawiam często z klientami na temat tego, jak ich dzieci próbują wymuszać nowe zabawki. Kończy się zwykle krzykiem, płaczem i dość efektowną sceną w sklepie. Moi rozmówcy często się dziwią, jak mówię, żeby wprowadzili naukę oszczędzania. "Proszę pani, ale on ma dopiero pięć/sześć lat!". Dziwią się jeszcze bardziej, gdy słyszą, że Hania ma niespełna pięć, a Matylda niecałe trzy lata. 

Naukę oszczędzania wprowadziliśmy u dziewczynek dość wcześnie, z pełną świadomością, że ciężko jest im ocenić wartość posiadanych oszczędności. Często zdarza się, że Hania prosi o jakąś zabawkę i zaraz dodaje, że przecież ma swoje pieniądze. Mówię jej zatem, że sprawdzimy ile dana zabawka kosztuje i policzymy, czy z uzbieranych oszczędności jej wystarczy. Czasami okazuje się, że nie i zwykle zamykamy temat na decyzji, że będzie zbierać dalej. Czasami okazuje się, że musiałaby wydać na daną rzecz niemal całą kasę i po namyśle stwierdza, że jednak nie jest to zabawka, którą chciałaby mieć za wszelką cenę. 

Oczywiście nieco trudniej sprawa ma się z Matyldą, jednak tu kolosalną rolę odgrywa naśladowanie starszej siostry. Zazwyczaj fajniejsze jest małpowanie średnio mądrych pomysłów, ale na szczęście ma to przełożenie również w nauce nowych umiejętności. Czasami aż sama się dziwię, że gdy w sklepie wybiera coś drogiego, to całkiem szybko przyjmuje do wiadomości zdanie "Kochanie, dzisiaj jeszcze nie masz na to pieniążków. Wybierz coś innego, sprawdzimy czy na to Ci wystarczy". 



Jak dziewczyny pozyskują kasę do skarbonki? Sposobów mamy kilka. Do podpisanych kopert odkładamy banknoty. To głównie prezenty od krewnych, którzy nie wiedzą co kupić i decydują się na taką formę. Do skarbonek dziewczynki wrzucają drobne. Dostają je głównie od nas i czasami od dziadków. Czasami jest to niewielka reszta z zakupów, czasami sami decydujemy, że należy im się drobne wynagrodzenie za pomoc przy pracach domowych. Wprawdzie mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o płacenie za wykonywanie prac domowych, to jednak zawsze można je podzielić na te obowiązkowe i dodatkowe. I za te dodatkowe wypłacać drobne wynagrodzenie. U nas potrzeba jeszcze trochę czasu na dopracowanie tego systemu, ale jak na wiek naszych Harpii jesteśmy na dobrej drodze. 

"Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" - znacie to powiedzenie, prawda? Ja to widzę po sobie. Może nie miałam zabawek pod sufit, ale za to rodzice mogli pozwolić sobie na grubsze zakupy. Dzięki temu miałam możliwość pójść także na wymarzone studia, które wtedy w Łodzi były tylko na prywatnej uczelni. Jestem im za to wdzięczna, bo dzięki temu mam szacunek do pieniędzy. Wiem, że na przyjemności trzeba odłożyć oraz że życie na tzw. krechę nie ma sensu. 

A jak u Was wygląd kwestia nauki gospodarowania pieniędzmi? Czy uważacie, że jest jakaś dolna granica wieku dobra na start?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz