poniedziałek, 31 października 2016

Myszka Minnie zamiast ducha, czyli Halloween po mojemu



Zauważyliście, że obecnie do wszystkiego można dorobić spiskową teorię dziejów? Końcówka października to doskonały czas, żeby sobie poużywać na Halloween. Ciężko jest nam przyjąć, że to dobra okazja do wspólnej zabawy, zrobienia z pociechami czegoś niecodziennego, czy odgrzebania w sobie wewnętrznego dziecka. 


Do napisania tego tekstu w dużej mierze zainspirował mnie facebook'owy wpis koleżanki - matki dwóch energicznych dziewczynek. Dzieli nas odległość kilkuset kilometrów, więc obserwuję wirtualnie co się u nich dzieje i widzę, że rosną małe kobietki pełne pasji i ciekawe świata. Wspomniana koleżanka opublikowała na swoim profilu kilka zdjęć z zeszłorocznej imprezy halloween'owej, wyrażając oburzenie, że w tym roku szkoła dostała zakaz organizowania zabawy z tej okazji. I wcale jej się nie dziwię. 

Naprawdę rozumiem to, że komuś obrzędy i zwyczaje związane z Halloween po prostu się nie podobają. Ok - nie chcesz, nikt cię nie zmusza do brania w tym udziału. Irytuje mnie dość mocno jednak, gdy jedni próbują narzucać innym swoje zdanie. Trendy staje się pójście pod prąd na zasadzie "Halloween staje się modne? Nie będę w tym uczestniczyć!" Szczerze? Jest mi to obojętne kto i z jakich pobudek bierze/nie bierze udziału w danych zabawach i świętach. Jest mi to ganz egal dopóki nie wyrządzamy swoim działaniem nikomu krzywdy. 

Jedyne co przychodzi mi z trudem, to akceptacja tego, jak ktoś podpiera się pogańskimi korzeniami Halloween. Takich pogańskich elementów przejętych przez chrześcijaństwo jestem w stanie wymienić od ręki co najmniej kilka. Kultury i wierzenia od wieków się mieszają, wchodzą w różne interakcje i nigdy nie jest tak, że jedna wyprze drugą całkowicie. Nie da się tego uniknąć. Ja osobiście lubię tę część kultury związaną ze starodawnymi obrzędami, szczególnie z magią i wierzeniami. Publikacje na ten temat są bardzo ciekawe i czasami zaskakują informacjami. Tak naprawdę w wielu przypadkach nie znamy dokładnego pochodzenia i znaczenia symboli. A wystarczyłoby tylko trochę poczytać na ten temat...





W przedszkolu moich córek organizowana była zabawa halloween'owa i w życiu nie przyszłoby mi do głowy zabraniać im uczestniczenia w niej. Dziewczyny same odmówiły przebrania się za czarownice czy duszki. HaNuta chciała być Dzwoneczkiem, a Ma~ - Myszką Minnie. I tymi postaciami były. Dla nich było najważniejsze, że przedszkole było nietypowo przystrojone, koleżanki i koledzy przebrani, a panie zaproponowały zabawy inne niż na co dzień. To z pewnością plus 10 punktów do szczęścia. 

W tym momencie nie widzę potrzeby tłumaczenia im pochodzenia i pierwotnego znaczenia tego obrządku. Najważniejsze jest dla mnie, że świetnie się bawiły, wymyślając między innymi różne scenki, w których brały udział ich postaci. Była to też dobra okazja do oswojenia strachów. Obawy przed duchami i nietoperzami dziewczynom udało się przerobić na wesołe zjawisko. 

W tym roku ja też dałam się porwać swojemu wewnętrznemu dziecku. Praca w sklepie z zabawkami temu sprzyja. Wystarczyło udekorować sklep girlandą nietoperzy, zrobić ciemny makijaż, założyć kapelusz czarownicy. Zdecydowanie milej spędzałam niedzielę w pracy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz