środa, 8 lutego 2017

Dorastanie dzieci - fascynacja czy frustracja?

Moja Pierworodna obchodziła we wtorek 5. urodziny. Jak co roku 7 lutego dziwię się, że kolejny rok już za nami. Widzę jak Hanuszka zmienia się nie tylko fizycznie, ale też pod względem charakteru i reakcji na świat, który ją otacza. Obserwując inne mamy wiem, że nie tylko mi towarzyszą sprzeczne uczucia związane z dorastaniem dzieci. I przestaję dziwić się mojej mamie, że co jakiś czas częstuje mnie radą lub hasłem jakbym wciąż miała kilka czy kilkanaście lat. Dla swojej matki dziecko, niezależnie od wieku, zawsze pozostanie dzieckiem. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

"Katar masz?" - pyta mnie mama podejrzliwie. Odbijam pytaniem: "A co?". Ale ona wie, ona słyszy jak mówię przez nos, jak mnie co drugie zdanie zatyka. Czujnego ucha matki nie oszukam I dobrze wiem, że za chwilę sypnie garścią rad, które ja doskonale znam. I czasami wkurzam się na nią, burczę i marudzę, że przecież nie jestem dzieckiem. Nierzadko kończyło się to jakąś zupełnie bezsensowną kłótnią. Aż któregoś razu ona mi po prostu powiedziała: "Dla mnie jesteś. Zawsze będziesz dla mnie dzieckiem". Staram się o tym pamiętać, bo im bardziej rosną moje dzieci, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że mnie też czeka taka przeprawa z dawaniem rad.

Czas jest nieubłagany, nie da się z nim negocjować. Dzieci rosną i nic nie można na to poradzić. Równie świeże wydają mi się wspomnienia z porodówki  zarówno sprzed pięciu lat, jak i te sprzed trzech. Skrajnie różne doświadczenia, oba bezcenne i piękne. I chociaż zdarzają mi się gorsze chwile, nawet takie, w których zazdroszczę bezdzietnym koleżankom wolności w działaniu, to nie żałuję, że tak się potoczyło nasze życie. To wspaniałe wspomnienia, które zawsze będą świeże.





Dorastanie moich córek sprawia, że budzą się we mnie skrajne emocje. Z jednej strony - fascynacja. Niesamowity proces rozwoju człowieka od pierwszych jego chwil. Gdy ze zdziwieniem odkrywam, że nogawki spodni zrobiły się za krótkie, a buty za ciasne. Włosy wchodzą do oczu i czas na pierwszą wizytę u fryzjera. A potem na kolejną i kolejną. Jeszcze większą fascynację budzi rozwój małego człowieka pod względem zachowania i charakteru. Nawet niemowlę ma swoje upodobania - związane ze snem, jedzeniem czy gadżetami, które je najbardziej interesują. Z biegiem czasu dziecko staje się coraz bardziej niezależne, toczy walkę ze sobą i z rodzicami, co mu wolno, a czego nie. Poznaje otaczający je świat, sprawdzając co je ciekawi, a co odstrasza. Zadaje pytania. Mnóstwo pytań! Chce wiedzieć wszystko, bo dla dziecka nie ma tematów tabu. To dopiero my, dorośli, określamy o czym raczej się nie rozmawia, bo nie wypada. Łapiesz się na tym, że niektóre pytania malucha wywołują rumieniec na Twojej twarzy? A przecież od kogoś dziecko musi poznać odpowiedzi na te wszystkie zagadki wielkiego świata. Najlepiej jeśli źródłem będzie rodzic, któremu ufa i wierzy bezgranicznie.

Z drugiej strony fascynację próbuje przyćmić frustracja. Bo przecież jeśli dziecko dorasta, to znaczy, że my się starzejemy. W związku z tym, kilka dni temu kupiłam nowy krem do twarzy. Nic strasznego, prawda? Standardowo z kwasem hialuronowym i innymi nawilżającymi bajerami. Ale... 30+! Przecież ja się na te 30+ w ogóle nie czuję! Ba, ja się nawet na 25+ nie czuję. Frustruję się też tym, że uciekają nam wspólne chwile, które są niepowtarzalne. Codziennie uczestniczymy w wyścigu z czasem. Szybko, szybciej. Rano gonimy do przedszkola, szkoły i pracy. Popołudniu i wieczorem nadrabiamy inne obowiązki - sprzątanie, jakieś dodatkowe zlecenia. W tym wszystkim czasu dla siebie jest niewiele. Od czasu do czasu zatrzymujemy się, żeby ze zdziwieniem zauważyć nowe osiągnięcia swoich dzieci.

Rodzicielstwo to bardzo przyjemne, ale równie ciężkie zadanie. Budzi cały wachlarz emocji i uczuć. Na szczęście dobre i pozytywne są silniejsze niż te złe. Jak w bajce. Nasza zależy od tego, jak sami są sobie napiszemy. A przynajmniej tej wersji zamierzam się trzymać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz