środa, 15 marca 2017

Zdradzę Ci tajemnicę... Uwielbiam bajki!


Jest 1994 rok. Mam osiem lat, a do kin wchodzi właśnie 32. pełnometrażowy film animowany ze stajni Disneya. Dla wielu do dziś jest niedoścignionym wzorem idealnej bajki. Wiesz o jakiej bajce piszę? Tak! To oczywiście "Król Lew". Przyznaj się, Ty też uroniłaś niejedną łzę. Ja ryczałam jak bóbr. Ba, im jestem starsza. tym mocniej wzruszają mnie pełnometrażowe animacje i wcale się tego nie wstydzę. 

Najbardziej przemawiają do mnie bajki, których twórcy inspirowali się dorobkiem literackim lub prawdziwymi historiami i legendami. I tak w scenariuszu Króla Lwa znajdziecie nawiązania do szekspirowskiego "Hamleta". W Elzie z Krainy Lodu nie sposób nie dostrzec cech zimnej Królowej Śniegu, chociaż gniew władczyni Arendelle podyktowany jest strachem, a nie bezwzględnością. Cudowna opowieść o Pocahontas ma swoje źródło w prawdziwej historii Indianki o imieniu Matoaka. Powszechnie znane imię Pocahontas, oznaczające Małą Psotnicę, było jej przydomkiem z dzieciństwa.




Opowieść o dzielnej Indiance na ekrany kin weszła w 1995 roku.Dwadzieścia jeden lat później twórcy Disneya postanowili w swoich inspiracjach sięgnąć do legend z wysp Oceanii. Tak narodziła się Vaiana, która pragnie dokończyć dzieła swoich przodków i przywrócić pokój wyspom, na których żyje wraz ze swoim plemieniem. Jak widzisz, te wszystkie bajki zostały wyprodukowane przez wytwórnię Disneya. W zasadzie jedyną bajką, która w ostatnim czasie zawładnęła moim sercem, a nie powstała w stajni Disneya jest różowa, roztańczona i spryskana brokatem historia o Trollach. Zapewne przyczyniły się do tego moje dwie małe Trollinki, które zapałały do tych mega optymistycznych stworzeń wielką miłością.



Czemu tak uwielbiam bajki, szczególnie te pełnometrażowe Disneya? Uwielbiam karmić swoje wewnętrzne dziecko. Wciąż wierzę, że na końcu zatriumfuje dobro i szczęście, a zły bohater poniesie konsekwencje. Oglądam filmy animowane, gdy brak mi sił do pracy nad sobą, gdy przeciwności losu rozwieszają nade mną ciemne chmury. Razem z bohaterami przeżywam ich smutki i rozterki, równie mocno ciesząc się z triumfu miłości i szczęścia. Płaczę na bajkach, bo uwalniają mnie od napięcia, pozwalają zrzucić z ramion balast codzienności. Moje ulubione animacje przypominają mi, że w życiu liczy się odwaga i walka z własnymi słabościami. Bajki cudownie poruszają ważne tematy. Zachwyca mnie jak pięcioletnia Hania, po obejrzeniu na przykład Krainy Lodu, zadaje coraz to głębsze pytania. Że bajka nie jest dla niej jedynie chwilową rozrywką. Trudne tematy poruszane w bajkach, jak choćby śmierć, są punktem wyjścia do późniejszych rozmów w naszym domu. Tym bardziej, że dziewczyny są coraz starsze i nurtują je coraz poważniejsze kwestie. 

Na koniec przyznam Ci się do czegoś jeszcze. Płaczę przy piosenkach z pełnometrażowych animacji. Jeśli chcesz mnie emocjonalnie rozhulać wystarczą pierwsze nuty "Kolorowego wiatru" z Pocahontas czy "Miłość rośnie wokół nas" z Króla Lwa. Polska wersja "True colors", utworu wykorzystanego w Trollach, roztapia mnie niczym gorąca polewa lody. Nie wiem co takiego jest w utworach z animacji, ale jedno jest pewne - na mnie działają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz