czwartek, 20 lipca 2017

Gdy "wpadka" okazuje się najlepszym, co mogło Cię spotkać

Przyznam Ci się do czegoś... Ludzie nie mówią takich rzeczy głośno. Ciąża to w oficjalnej wersji zawsze wyczekiwany stan, często okupiony wielomiesięcznymi staraniami. A co jeśli wcale na nią nie czekałaś? 

Wpadka... to takie brzydkie słowo. Zdecydowanie bardziej wolę określenie "niespodzianka". Bo tym właśnie dla nas była druga ciąża. Bądźmy szczerzy, żaden producent antykoncepcji nie da Ci 100% gwarancji, że nie zajdziesz w ciążę. Odsetek ryzyka istnieje zawsze. Może wynosić 0,01%, ale nie można go lekceważyć. 

Wiadomość o drugiej ciąży spadła na nas jak grom z jasnego nieba i nie powiem, żeby wywołała we mnie lawinę szczęścia. Powiem Ci więcej. Wiem, że wszystkich było to duże zaskoczenie. Hanna miała być przecież jedynaczką. Niektórzy chyba myśleli sobie w duchu, że musiało nam nieźle odbić. Pierworodna miała przecież niespełna półtora roku. 

Początki we czworo były ciężkie. PT pracował w hurtowni kwiatów, wstawał przed 4 rano, więc noce z wieloma pobudkami należały do mnie. Poprzedziły je dwie dwutygodniowe wizyty w szpitalu - pierwsza z racji przedwczesnego porodu, druga przez zapalenie płuc Matyldy. Życie z wcześniakiem i niespełna dwuletnią małą dziewczynką z perspektywy czasu to był hardcore.




Mózg wypiera złe momenty i chwała mu za to. W niepamięć odchodzą nieprzespane noce, tryb zombie, wielogodzinne noszenie na rękach Matyldy, spanie na podłodze przy łóżku Hani, próby rozłożenia czasu równo pomiędzy obie dziewczynki, a w tym wszystkim znalezienie czasu na bycie żoną. Pojęcie samorozwoju na długi czas spadło w otchłań. 

Pierwszy powiew względnej wolności poczułam, gdy Hania wróciła do żłobka. Okazało się, że przebywanie przez kilka godzin w towarzystwie tylko jednej małej Harpii, to buła z masłem. Nagle codzienność stała się mniej uciążliwa. Nie żebym cieszyła się z powrotu do posiadania jednego dziecka, ale jeśli jesteś mamą dwójki lub trójki dzieci, to przyznasz, że z jednym brzdącem na pokładzie wszystko robi się dwukrotnie szybciej. Jedynym wyjątkiem są mamy tzw. high need babies, ale umówmy się, że często nawet skoki rozwojowe podciągane są pod HNB. 

Kolejny moment przełomowy nastąpił, gdy po raz pierwszy poszły razem do przedszkola. A w zasadzie Matylda do żłobka, bo Hania już była pełnoprawnym przedszkolakiem. Urokiem naszej prywatnej placówki jest to, że nie trzeba z maluchami krążyć po mieście, tylko obie sztuki podrzucam pod jeden adres i mogę mknąć do pracy. Wiesz, nigdy nie miałam zadatków na kurę domową. Mam silną potrzebę rozwoju zawodowego, czasami wręcz wściekam się na zbyt krótką dobę w stosunku do tego, co sobie zaplanowałam. 

Ale wiesz, co jest najpiękniejsze w tym, że mam dwójkę dzieci z niewielką różnicą wieku? W pewnym momencie przychodzi taki magiczny dzień, w którym odkryłam, że moje Harpie potrafią bawić się ze sobą i nie potrzebują mnie do tego. Zaczęło się jeszcze, gdy Matylda nie potrafiła się jeszcze dobrze po polsku dogadać, ale już ten kwadrans czy pół godziny pod dowództwem HaNuty potrafiły razem spędzić. I co najważniejsze, dobrze się bawić i nie wojować o wszystko. Z czasem pół godziny zmieniło się w godzinę, a teraz potrafią w sobotni poranek przyjść i zakomunikować, że zamykają się u siebie i nie wolno im przeszkadzać. Zdarza mi się czasami stanąć w drzwiach i z kubkiem gorącej kawy obserwować jak wymyślają różne historie i przygody dla swoich zabawek. Tak, tak, dobrze przeczytałaś - piję gorącą kawę







I tak sobie wtedy myślę, że gdyby HaNuta została jedynaczką, to straciłaby szansę na wiele przeżyć, które towarzyszą rodzeństwu. Ten donośny śmiech, gdy się razem wygłupiają. Poważne rozmowy przed snem. Piosenki wyśpiewywane w duecie. Wzajemne pocieszanie z trudnych chwilach. Wyścigi samochodowe na torze z papieru toaletowego lub worków na śmieci. Wiem, że to wszystko dziecko może przeżywać z rodzicami, ale gdy dzieje się to na poziomie dzieci, wygląda jednak zupełnie inaczej. 

Za dziesięć lat pewnie będą na to patrzeć nieco inaczej. Zaczną się kłótnie o ciuchy, pierwsze kosmetyki, dostęp do łazienki (mąż ma bojowe zadanie postawić do tej pory dom z co najmniej dwiema łazienkami), a być może spodoba im się ten sam chłopak. Ale mimo wszystko będą na podobnym poziomie emocjonalnym, będą w stanie przeżywać wiele spraw podobnie, wczuć się w swoje emocje. I chociaż niespełna cztery lata temu posiadanie dwójki dzieci z taką małą różnicą wieku wydawało mi się spełnieniem złego snu, to teraz mogę matce naturze podziękować za tę niespodziankę. 

Nie ma dobrego czasu na dziecko. Zawsze znajdziesz coś, co chciałabyś zrobić "przed". Wybudować dom, pozwiedzać świat, zrobić karierę zawodową. Coś się zawsze znajdzie. Ale wiesz co? Mimo iż nie zrobiłam tego wszystkiego przed urodzeniem dzieci, to wiem, że jeszcze wiele fajnych wyzwań przede mną. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz