poniedziałek, 10 lipca 2017

"Mamo, tato, chcę mieć zwierzątko!", czyli jak ugryźć temat nowego lokatora...

W moim domu rodzinnym od zawsze były jakieś zwierzaki. Papugi pamiętam jak przez mgłę, chomiki wspominam z łezką w oku, ale gwiazdą naszego domu była adoptowana suczka-kundelek, którą moja mama przyniosła dość niespodziewanie pewnego pięknego dnia. Nic dziwnego, że w moim dorosłym życiu zwierzaki były, są i będą. Jest jednak jedno "ale"...

Z perspektywy czasu wiem, że nie byliśmy zupełnie gotowi, gdy mama pojawiła się w domu z Suzi na rękach. Jak każdy szczeniak była oczywiście cudowna - mały rudzielec z oczami pełnymi znaków zapytania. W ciągu kolejnych tygodni i miesięcy przekonaliśmy się, że trafił nam się bardzo trudny egzemplarz. Najpierw przeboje z nosówką, która przedłużyła okres odseparowania jej od innych psów, a co za tym idzie zaburzyła proces socjalizacji.  Mama, zabierając psinkę do domu, nie wiedziała, że mała powinna jeszcze co najmniej cztery tygodnie przebywać przy matce. Zbyt wczesne oddzielenie, nosówka, przedłużający się okres zamknięcia w domu - to wszystko spowodowało, że Su wyrosła na psa bardzo nerwowego, emocjonalnego. Każda emocja okupiona była sikaniem gdzie popadnie. To nie był czas, gdy behawiorysta czaił się na każdym rogu. Weterynarz powiedział wprost: "Opcje macie trzy: oddać komuś, uśpić lub wziąć sprawę na klatę". Dla naszej rodziny wybór był jeden - bramka numer trzy. Suzi była z nami 11 lat. Pod koniec życia ciężko zachorowała i gdy każdy oddech powodował wielkie cierpienie, zdecydowaliśmy, że nadszedł czas się pożegnać. Nawet teraz, gdy wspominam ten dzień, łzy cisną się do oczu. Mimo swoich problemów psychicznych, była bardzo oddanym psem. Pamiętam dzień, gdy wyjeżdżałyśmy z mamą na wakacje, a Su miała zostać z tatą w domu. Pierwszy raz w życiu widziałam płaczącego psa i nigdy tego widoku nie zapomnę.

Po Suzi moi rodzice zdecydowali, że kolejnego psa nie wezmę, ale pozwolili mi w liceum na szczura. Leon był z nami dwa lata, zmarł z powodu nowotworu. Na trzecim roku studiów zamieszkałam z moim obecnym mężem. Kawalerka, 30 m2. On pracował na zmiany, ja studiowałam dziennie i dorabiałam w saloniku prasowym. Bardzo chcieliśmy mieć zwierzaka, ale czasu i przestrzeni było mało. Znów postawiliśmy na długi ogon i tak w naszym małym gniazdku zamieszkała Maślana. Ona również zachorowała na nowotwór. Przeżyliśmy operację usunięcia guza, przerzut na żuchwę, dokarmianie papkami. Maślana odeszła na drugą stronę tęczowego mostu wciśnięta pomiędzy poduszki, z naszym ciepłem i zapachem. Od siedmiu lat mamy psa. Idefix to już stateczny pan, ale mimo wieku zachowuje się niczym szczeniak. Wiele przeżyliśmy wspólnie - dwie babeszjozy, kastrację, zapalenie krtani. 

Myślisz - po co mi te łzawe historie? Ano dlatego, że zwierzak to nie tylko radość, uśmiech i bezwarunkowa miłość. To także ogrom obowiązków, a czasami także nieprzewidziane sytuacje, np. konieczność pojechania o 1 w nocy do weterynarza. Bywało tak, że ze względu na psa rezygnowaliśmy z wakacji, bo wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli go z kim zostawić. Przy całej miłości do zwierząt i gorącym przekonaniu, że dziecko wśród futrzaków lepiej się rozwija, to jest właśnie moje "ale". Zdecyduj się na zwierzę w domu, ALE nie pod wpływem impulsu. Dowiedz się jak najwięcej o gatunku, który chcesz przyjąć pod swój dach. To odpowiedzialność na kilka, a czasami nawet kilkanaście lat.



Zdjęcie Idefixa i Matyldy pochodzi z sesji zrobionej przez Izę Maciejewską - http://izamaciejewska.pl/ 




Jeśli zamierzasz ulec namowom dziecka i prośbom "Mamo, tato, chcę mieć zwierzątko!", to musisz pamiętać, że istnieje duże ryzyko, że wszelkie obowiązki związane z futrzakiem spadną na Ciebie. Nawet jeśli zdecydujesz się na żółwia czy rybki, to również musisz o nie zadbać. 

Warto sprawdzić, czy członkowie Twojej rodziny lub Ty sama nie jesteście uczuleni na wybrany gatunek. I nie mówię tu wcale o testach alergicznych, a kontakcie z żywym zwierzątkiem. Ja potencjalnie jestem uczulona na świnkę morską, a kontakt z pupilem koleżanki nie przyniósł mi żadnych niespodzianek. Z kolei HaNuta ma drugą klasę alergii na psa. Z jednym mieszka i również nie widzimy niepożądanych reakcji organizmu. Dlatego warto umówić się na spotkanie z kimś, kto ma zwierzę, które zamierzamy adoptować i spędzić z nim trochę czasu. Zazwyczaj organizm reaguje dość szybko - swędzenie, łzawienie, zaczerwienione oczy. 

Pomyśl czy wymarzony zwierzak wpisuje się w Twój rytm życia. Kot, chomik czy świnka morska spokojnie wytrzymają same nawet kilkanaście godzin. Oczywistym jest, że pies wymaga poświęcenia zdecydowanie większej ilości czasu - spacery, zabawa, okresowe kontrole u weterynarza, higiena (regularne wyczesywanie martwej sierści). Nie wszystkie zwierzaki możesz zabrać ze sobą na wakacje. Wprawdzie coraz więcej ośrodków wczasowych czy hoteli wprowadza ofertę dla gości ze zwierzętami, ale zazwyczaj musisz za swojego pupila odpowiednio dopłacić. Możesz zdecydować się również na pobyt zwierzaka w specjalnym hotelu, co również generuje koszty i to całkiem niemałe. A jak już jesteśmy przy kasie, to nie zapomnij o przeliczeniu budżetu, bo każdy nowy lokator generuje jakieś koszty. W przypadku choroby może to być nawet kilkaset złotych. 

Jeśli po gruntownej analizie nadal jesteś przekonana, że w Twoim domu musi mieszkać zwierzątko, to na koniec mam jeszcze jedną prośbę. Decydując się na psa lub kota konkretnej rasy, sprawdź dokładnie hodowlę. Pies/kot rasowy = zwierzę z rodowodem. Nie po rodzicach rodowodowych, ono samo musi posiadać odpowiednie dokumenty. Nie zasilaj portfela pseudohodowcom. 

Ten wpis powstał w ramach nowego cyklu "Dziecko i zwierzę pod jednym dachem". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz