środa, 2 sierpnia 2017

#Momenty: W słonecznym spocie lipca

Po urlopowym czerwcu byłam pewna, że lipiec będzie się ciągnął jak flaki z olejem. Czas jednak stwierdził, że absolutnie nie zamierza zwalniać tempa. Tuż na początku sierpnia, jak co miesiąc, daję sobie chwilę na przystopowanie i zrobienie małej retrospekcji minionych trzydziestu jeden dni. 

Czasami jest tak, że człowiek narzeka na stagnację i dąży do wprowadzenia w życiu zmian. W czerwcu ostatecznie postanowiłam, że czas przejść na pół etatu. Dzięki temu od początku lipca zyskałam więcej czasu dla Hani i Matyldy, ale także na tworzenie swojej marki w sieci. I tym sposobem powstał profil na FB "Dam Ci Słowo". W końcu zyskałam też czas na wysyłanie ofert i portfolio do potencjalnych zleceniodawców. Wprawdzie w pierwszym miesiącu nie odnotowałam spektakularnej ilości zleceń, ale nie nastawiałam się na błyskawiczny sukces. Tym bardziej, że konkurencja wśród copywriterów/redaktorów/korektorów jest dość duża, a proponowane stawki coraz częściej wołają o pomstę do nieba. 

Okazało się jednak, że jedna zmiana otworzyła jakieś magiczne drzwi do kolejnych. I tym samym w lipcu Pan Mąż dostał tzw. propozycję nie do odrzucenia. Czasami jest tak, że miesiącami nic się nie dzieje. Rośnie zawodowa frustracja, zniechęcenie i masz coraz większą chęć rzucenia wszystkiego w diabły. Aż tu nagle BUM i przychodzi zmiana o 180 stopni. Zawodowo lipiec obfitował w zmiany na lepsze i mam nadzieję, że to dopiero początek.

Rodzinnie też odżyliśmy. Nie musieliśmy ciągle gonić i łapać każdej minuty. No i w końcu mieliśmy też czas na pozałatwianie kilku zaległości urzędowych. Mając na uwadze wakacyjny wyjazd dziewczynek z dziadkami, pojechaliśmy złożyć wnioski o dowód osobisty. O tym, że obecnie to naprawdę mega prosta procedura, pisałam w poście: "Dowód osobisty dla dziecka - praktyczne informacje".





W lipcu miałam okazję nadrobić też czytanie. Po lekturze książek o slow life i minimalizmie - "Chcieć mniej" Katarzyny Kędzierskiej (znanej w sieci jako autorka bloga simplicite.pl) i "Magii olewania" Sarah Knight, weszłam do krainy kryminałów i pochłonęłam "Nic oprócz strachu" Magdaleny Kendler i "Enklawę"Ove Løgmansbø. Wszystkie cztery tytuły polecam :)

W drugiej połowie lipca spakowaliśmy nasze Harpiątka i wyprawiliśmy na tygodniowe wakacje z dziadkami. Moim rodzicom należą się medale za wzorową opiekę i dostarczenie HaNucie i Matyldzie niezapomnianych przeżyć. Darłówko okazało się miejscowością bardzo przyjazną małym dzieciom. Dużo dała zapewne miejscówka - z jednej strony mieli widok na port, a przez ogródek wychodzi niemal na samą plażę. Świetnym rozwiązaniem na tym odcinku było zrobienie falochronu, który stworzył coś w stylu laguny. Dla małych dzieci idealne miejsce do zabawy w płytkiej i ciepłej wodzie. Matylda zakochała się w statku "Król Eryk", codziennie rano kazała się podnosić do okna i machała na powitanie, a wieczorem obserwowała jak wypływa w ostatni rejs. I jak nie przepadam za polskim morzem, tak rozważam wyjazd za rok właśnie do Darłówka.












W czasie, gdy moje pociechy podbijały nadbałtyckie plaże, ja korzystałam ile się dało i nadrabiałam zaległości towarzyskie. I tym sposobem udało mi się spotkać z przyjaciółkami. Z jedną nawet dwukrotnie, co zazwyczaj tak często nam się nie zdarza z racji mieszkania w innych miastach. Przy okazji odkryłam kilka fajnych knajpek. W Łodzi na śniadanie polecam Ci Breadnię na Piotrkowskiej. Karmią tu pysznymi bajglami, a lemoniada cytrynowa jest genialna.



A jeśli przyjdzie Ci kiedyś być w Piotrkowie Trybunalskim lub przynajmniej przez niego przejeżdżać, to wpadnij do Fabryki przy dworcu. Bubble Wafle to raj na ziemi dla każdego, kto lubi słodkości.



Grzechem byłoby, gdybyśmy podczas nieobecności córek nie wybrali się gdzieś tylko we dwoje. Wprawdzie wybraliśmy burgery zamiast jakieś romantycznej kolacji, ale za to niebo w gębie. Gastromachina w bramie na Piotrkowskiej 89, to knajpa, którą musisz odwiedzić obowiązkowo. A jeśli masz w towarzystwie miłośników piwa, to przespacerujcie się pod numer 147 do PiwPaw. Wybór mają ogromny, ale za symboliczną złotówkę dostaniesz kieliszek na spróbowanie, żeby przekonać się, czy dany smak Ci odpowiada. 



Na koniec lipca temperatury zrobiły się iście afrykańskie, więc uciekliśmy na spacer do lasu. Przy okazji wypróbowaliśmy w końcu seflie stick. Do tej pory było nam z tym ustrojstwem nie po drodze, a teraz żałujemy, bo w końcu mamy wspólne zdjęcia. A trzeba przyznać, że od sesji noworodkowej Matyldy, to taka fota we czwórkę nam się nie zdarzyła.



Muszę przyznać, że lipiec był fantastycznym miesiącem. Przyniósł wiele pozytywnych wydarzeń i przemiłych spotkań. I chociaż pierwszy dzień sierpnia przyniósł spadek formy, to dzięki temu dzisiejszemu podsumowaniu od razu mi lepiej. Czas wziąć się z sierpniem za bary. A jak Tobie minął lipiec?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz